sobota, 7 listopada 2009

auto. stop. karetka. stop. wiezienie. stop

Auto. Stop. Karetka. Stop.

z Mantecal pojechalismy rzecz jasna dalej stopem.. najpierw na pace pickupa wypakowanego z gorka cebula.. ale za to jak sie opalilismy.. no i dobrze ze gwaltownie nie hamowal..

chwile pozniej Lu zlapala kolejny samochod .. tym razem karetke pogotowia ktora spokojnie w klimatyzowanej czesci dojechalismy do San Fernando de Apure..

San Fernando de Apure. Wiezienie.
Duze Miasto - stolica stanu Apure ale wyglada jak by bylo wymarle.. puste ulice.. cisza..
aha.. jednak nie ktos idzie.. super zapytamy sie gdzie mozna cos zjesc*

- Nie jestem stad.. przyjechalam tylko odwiedzic kogos w wiezieniu..

Wieczorem pojawilo sie troche ludzi na ulicach.. doliczylem sie 15..
A ze akurat byla niedziela poszlismy na tutejsza msze.. ksiadz Venezuelczyk robil wrazenie (i nie tylko wrazenie) jak by krzyczal na tych biednych ludzi..

Wieczorem szczesliwie .. tym razem autobusem opuscilismy to dziwne miejsce zeby punktualnie (co raz bardziej zaskakuje mnie ten kraj.. pojawic sie w Maracay).. ale o tym innym razem



* - jest to jedno z najczesciej zadawanych w tym towarzystwie pytan.. ciekawe czemu.. swoja droga wiecie jakie byly pierwsze slowa po hiszpansku ktorych nauczyl sie Romek? carne, pollo, papa frita, queso, pan..

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza