sobota, 21 listopada 2009

Colombia - the only risk is wanting to stay here

Takie jest haslo promocyjne Kolumbii i wlasciwie jest w nim duzo prawdy.
Kolumbia, czyli wreszcie owoce, i soki, czyli wolnosc i brak wielkiego brata, przystanek autobusowy Papi quiero piña (Tatusiu chce ananasa), slonce tak silne, jakby wyciagniete z najbardziej jesiennego sanu o lecie. Swiatla jest tyle i jest tak wszechobecne, ze wlascieiwe nie moze byc realne - w koncu brak cienia jest dowodem nieistnienia. Temperatura zalezy tylko od wysokosci nad poziomem morza. Soczysta zielen, ze az razi oczy. No i przygody:)
Tak bylo na przyklad w Santana. Tam pod mala wiejska szkolka wysadzil nas nasz kierowca i radzil (jako ze bylo to juz popoludnie) zapytac sie w najblizszej fince (wiejskim domu), czy mozemy tam rozbic nasz namiot.apytalismy. Moglismy. Rozbilismy. Zaraz zostalismy zaproszeni na tinto (kawe), potem na obiad. W efekcie zostalismy tu 4 dni i ani jednego nie spalismy w naszym namiocie.
Poniewaz Santana jest stolica paneli (to chyba sie nazywa melasa, rodzaj ciemnego cukru z trzciny cukrowej), wiec moglismy zobaczyc caly proces produkcji panelii w domowym mlynie - od tranportu trzciny na mulach, poprzez obcinanie, siekanie, mielenie, gotowanie w ogromnych kadziach, az po mieszanie na taczce cieczy, ktora pecznieje i wylewanie jej do drewnianych foremek. Moglismy tez zjesc milion roznych wersjii paneli - cieplego i ciagnacego sie karmelu (pycha), suchej paneloiwej kostki (obrzydlistwo), zimnego karmelowego lizaka z kokosem w srodku (niezle), cukierkow panelowo-anzyzkowych (na szczescie nie zjadlam).
W regionie tym maja tez bardziej zaawansowane swinstwa, ktorych moglismy sprobowac. Np. agua de panela con queso - rozpuszczona panela w goracej wodzie (czyli superslodkie paskudztwo), do ktorego sie wrzuca superslony i, jak mawia Pawel, smierdzacy krowa, ser... Zaleta jest tego taka, ze zabija smak paneli. W kazdym razie smak interesujacy:) Oprocz tego zjedlismy prazone mrowki, slodka cytryne (naprawde slodka!), kolendre, kolendrzysko, kolenderke, kolendrzatko i... prawie sie uodpornilam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza