wtorek, 10 listopada 2009

Maracaibo - wyspa zimna

Tak Siulo, do ciebie mowie, to twoja wina, ze zmarzlismy!
Cala Wenezuela jednoglosnie krzyczy, ze w Maracaibo sa odnotowywane najwyzsze temperatury w tym kraju i ze upal jest nie do zniesienia. Maksymalana - gdzies kolo 46 a minimalna (mroz prawie) 28. Do tego wilgotno od jeziora i generalnie malo przyjemnie. Co do tego ostatniego, to zgadzam sie w pelni, podpisuje sie moimi 3 rekami (dwie przyczepione do ciala i jedna odbita na plecach Pawla za pomoca kremu do opalania). Ludzie kompletnie zlewaja twoje towarzystwo lub, co gorsza, traktuja cie jak amerykanskiego turysciaka. Nienawidze tego!!!
Najgorsze jednak bylo wszechogarniajace zimno... Wszystko zaczelo sie w domu Eilin, u ktorej nocowalismy, gdzie byla dobrze dzialajaca klimatyzacja ustawiona na 19 stopni. Wiecie jaki to szok temperaturowy? A tu glupio wkladac sweter, jak wszyscy w koszulkach na ramiaczkach. No to i ja na ramiaczkach, a skora coraz bardziej gesieje... Dobrze, ze mielismy spiwory puchowe, bo w nocy bylo parszywie zimno. Potem samochod (stare miasto ogladalismy z jego okien, pewnie bylo bezpieczniej albo co). Bez klimy sie nie da, nie? Woda do picia - z plywajaca taka iloscia lodu, ze gardlo zamarzlo nam po 3 pierwszych lykach.
Jako do najciekawszego miejsca w miescie zostalismy wzieci do galerii handlowej, gdzie oczywiscie klima na maksa!!! Przy tej zabojczej temperaturze (mnie nawet wieczorem przy 28 wydaje sie, ze jest nieco chlodnawo a co dopiero ponizej 20) musielismy spacerowac wsrod sklepow i podziwiac szczyt kiczu swiatecznego, jaki kiedykolwiek widzielismy - opatulone w cieple stronje mikolaje, renifery, balwanki, imitajce sniegu - pewnie sami go nigdy nie widzieli, wiec im sie wydaje, ze jest zawsze taki oblepiony koszmarnym zlotkiem i sreberkiem, sztuczne kwiaty, wsrod ktorych kroluje gwiazda betlejemska w kazdym mozliwym brokatowym kolorze (jest to akurat ta rzecz, ktora tutaj rosnie wielkosci bzu ale zawsze lepiej miec sztuczna i bardziej blyszczaca) i tysiace innych nieprzecietnych syfow, ktore ludzie kupuja tonami, zeby potem obwiesic swoje lukrowane tropikalne domy i w upale swietowac sniezne swieta.
No ale jak galeria, to slowo o niej. Sa tu, jak wszedzie, europejskie i amerykanskie salony mody. I tu, jak wszedzie, co sezon trafiaja nowe kolekcje. Sek w tym, ze kolekcje na ten sezon sa kolekcjami zimowymi, a tu, jak wiadomo temperatura w zimie spada do 28 stopni w nocy. Wystawa jednak jest wystawa i nowa kolekcja byc musi, wobec czego wystawy pelne sa poubieranych pan i panow prezentujacych nowe cieple swetry w stonowanych jesiennych kolorach, welniane plaszcze i kozaczki. Wewnatrz sklepu towary sa nieco bardziej dostosowane do wymogow rzeczywistosci ale wcale nie odpowiadaja temu, co nosza ludzie na ulicach. Eilin mowi, ze to dobrze nawet, bo plaszcze i i nne zimowe akcesoria mozna kupic znacznie taniej, niz w Eurpie, co ma niebagatelne znaczenie, kiedy ktos (jak na przyklad ona) podruzuje lub zyje po drugiej stornie oceanu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz