sobota, 7 listopada 2009

Morze Karaibskie....

Po Los Llanos pojechalismy nad morze, zeby wreszcie nabrac murzynskiej opalenizny i skakac na falach cieplutkiego morza, kiedy inni stoja na zniczu albo lecza jesienna depresje...
Choroni, do ktorego trafilismy, jest bardzo ladna, spokojna miejscowoscia, do ktorej, zeby sie dostac, trzeba przejechac przez gory. Moze dlatego nie powstaly tu zadne wielie kompleksy hotelowe, a spac mozna w posadach w kolonialnym stylu...
Po zwiedzeniu Puerto Colombia i Choroni poplynelismy do Chuao - malej miejscowosci, na ktora da sie dostac tylko lodka. Chuao jest malutkie i bardzo spokojne, wiec bez najmniejszych obaw rozbilismy sie na plazy pod palmami, a naszym najwiekszym problemem bylo to, zeby zaden kokos nie spadl nam na namiot.
Plaze w Choroni i Chuao stanowia istna mieszanke kultur. Mozna spotkac tu ludzi z roznych zakatkow swiata. Obok Robinsona Cruzoe ze swoja koza



















mozna bylo spotkac tradycyjnych bladych Europejczykow, probujacych zrobic cos ze swoim kolorem


















lokalnego palmochoda, ktory rozlupywal swoje wysokodrzewne zdobycze (kokosy znaczy) i sprzedawal je owym europelskim turstom




















a nawet bogatego szejka z Kuwejtu wraz z jedna ze swych zon, ktorej nie sprzedal za 2 wielblady tylko dlatego, ze tu nie ma tych czcigodnych stworzen... A, co najwazniejsze, na naszej plazy bylismy praktycznie sami. W Chuao siedzielismy i nicnierobilismy 4 dni, co nam z Pawlem sie bardzo podobalo. Romek cos marudzil, z morze slone, ze na niebie slonce i takie tam ale i on jakos przezyl i nalapal troche opalenizny. Poza tym urozmaicalismy sobie nicnierobienie spacerami po plantacji kakao oraz spozywaniu wyrobow tej plantacji.
Poniewaz do Chuao nie da sie dojechac inaczej, niz droga morska, wszystkie samochody oraz wszelakie inne przedmioty sa przewozone lodkami, o czym przekonalismy sie, kiedy pewnego popoludnia ujrzelismy polaczone 3 male lokalne lodki, polaczonych platforma, na ktorej mieszkancy Chuao przewozili nowy autobus kursowy na 4 km loklanej drogi... Obiecuje dodac zdjecie, jak tylko Romek je udostepni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz